Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpisy

  • czwartek, 08 marca 2012
    • Klątwa pewnej muzy

      Zaczęło się 10 lat temu w Londynie. Pracowała wówczas na południu Anglii. Podjarana zlądowałam w Lądku na kilka dni i od razu truchcikiem popędziłam do słynnej Tate Gallery a tu... NIECZYNNA z powodu zmiany lokalizacji. :(

      

      Kilka lat później wylądowałam w Nowym Yorku. Uradowana, że w końcu zobaczę słynną MOMA (olbrzymia galeria sztuki współczesnej) i naoglądam się rzeczy których pewnie i tak nie zrozumię. Zatem wysiadam z metra pędzę, lecę, a tu...NIECZYNNA z powodu remontu.

      

      Będąc w Barcelonie ze smutkiem kapnęłam się, że słynne Muzeum Prado jest w Madrycie!

      

      Ląduję w końcu w Ameryce Pd. Niepowtarzalna okazja zobaczyć co też na tym kontynencie zmalowano! Pierwszego dnia w Buenos pędzę do Museo de Bellas Artes a tu... wystawa latinoamerykańska NIECZYNNA z powodu remontu sal.

      

      Drugiego dnia idę do MALBA – Museum del Arte Latinoamericana – z największą ponoć kolekcją sztuki latino. Tylko po to,aby dowiedzieć się, że jest... NIECZYNNA do końca marca.

       

      Trzeciego dnia! Trzeciego dnia - Fundacion ProA, którą polecił mi spotkany w trasie argentyńczyk pracujący tam. Obiecałam wpaść, odwiedzić i zobaczyć. Wpadłam a tu... NIECZYNNA przez 2 tygodnie bo zmieniają wystawę. 

      

       

      Klątwa jakaś czy cuś?

      Załapałam się tylko na czasową wystawę wenezuelskiego artysty. Wystawa taka sobie, ale kilka zdjęć wrzucam

       

      

      Rzut okiem na Buenos przez dzieło sztuki.

      

      

       

      Rzut okiem na autorkę i kolejne dzieło

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 marca 2012 15:21
  • sobota, 03 marca 2012
    • Jakim autem jestem

      Jest ponoć taki psychotest, w którym masz określić jakim jesteś autem a następnie uzasadnić. W ten sposób niby „obiektywnie” opisujesz siebie. Zawsze miałam z tym problem no bo jak wybrać między solidnością VW, elegancją Bentleya, smukłymi liniami maseratti czy charakterkiem Porsche ;))). Podobnie jak ta żaba z dowcipu „przecież się nie "rozdwoję” ;))) Ale moje tutejsze „wyprawy” w góry nasunęła mi w końcu odpowiedź. Jestem miejską terenówką.

       

      Miejska terenówka ma to do siebie, że ani ona miejska, ani terenowa. Wprawdzie na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo outdoorowa, prawdziwy przecinak nieszos, ale tak naprawdę wymięka na pierwszym większym podjeździe. Niby żadna pogoda jej nie straszna, ale wystarczy większy deszcz, trochę zimna i już odmawia posłuszeństwa. Noce najchętniej spędzałaby w ciepłym garażu, a za dnia wygrzewałaby się na słońcu lekko i seksownie ubłocona. W mieście puszy się co to ona potrafi za  miastem, ale w terenie… najbardziej by chciała aby ktoś ją wziął na hol i wciągnął na szczyt. Off Road? Droga poza szlakiem? Odpada. Tylko po ubitym trakcie i średnim nachyleniu!

      

      O! Takim autem jestem. :) Więc teraz przez najbliższy miesiąc parkuję w Buenos Aires i na brazylijskich plażach. Koniec z górami na jakiś czas.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jakim autem jestem”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 15:34
    • Kobieta, mapa i planowanie

      Półtora miesiąca temu  w Boliwii spojrzałam w końcu na mapę i zauważyłam jak wiele mi zostało do przejechania w 2,5 miesiąca. Więc mocno przyspieszyłam i w lutym heroicznym wysiłkiem mojego portfela (ceny autobusów i samolotu) i pośladków (siedzenia w autobusach) przejechałam około 7900 km (niebieska linia).

      

      Nadszedł marzec, miesiąc do powrotu, a ja z ulgą pomyślałam "No. teraz to spokojnie, na luzie". Aż tu patrzę wczoraj na mapę i widzę, że do Rio, skąd za 4 tygodnie lecę do Polszy, mam jeszcze... 5100 km (czerwona linia)!!!

      

      I teraz przypomina mi się moje słodko naiwne stwierdzenie przy kupowaniu biletu powrotnego: "Ooooo to może sobie skoczę do RIo, to przecież niedaleko Buenos." !!!  %$%&*(_+(&%##@#

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kobieta, mapa i planowanie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 13:52
    • CLUBBING W WARUNKACH GÓRSKICH – Poradnik Dzikuski

      Po ciężkim wielogodzinnym trekingu zasługujesz na nagrodę – imprezę. W warunkach górskich to jednak nie takie proste. Jak wygląda clubbing w takim np. El Chalten?

      

      Każdy clubbing zaczynamy imprezą w domu. Siłą rzeczy podróżując zaczynasz go w swoim przybranym domu czyli hostelu (lub namiocie ale to zupełnie inny typ imprezy) wraz ze swoimi przybranymi przyjaciółmi. Podczas samotnej podróży „przyjaciel” to:

      a)    Osoba, którą ledwo znasz, ale z którą podróżujesz od kilku, kilkunastu dni, co czyni ją Najdłużej Znanym Przyjacielem

      b)    Osoba, której nie znasz wcale, ale która akurat siedzi obok Ciebie przy stole w hostelu, co czyni ją Najbliższym (geograficznie) Ci Przyjacielem

      c)    Osoba, której nie znasz ani trochę, ale która właśnie podzieliła się z Tobą winem/piwem, co w chwili obecnej czyni ją Twoim Najlepszym Przyjacielem

       

      Po kilku piwach Ty i Twoi przyjaciele jesteście gotowi iść NA MIASTO! I tu pojawia się kluczowe pytanie: czy miasto jest gotowe na Wasze przyjście?!

      

      Radzę dokładnie dowiedzieć się tego przed wyjściem na mróz. My pytamy właściciela hostelu: „Szukamy pubu???”. Szybka odpowiedź i ruszamy!

       

      Ruszając na clubbing w górskiej miejscowości stajesz przed trudnym wyborem: albo chcesz wyglądać dobrze (cool look) albo mieć ciepłe stópki (warm feet). My decydujemy się na „cool look” i zamiast ciepłych (śmierdzących) butów trekingowych idziemy w sandałach i japonkach. I w tych sandałach i japonkach, naszymi wpółzamarzniętymi fioletowymi stopami
       przemierzamy szybko miasto. Miasto jest małe na szczęście i na nieszczęście świeci pustkami.

      

      Tu warto przemyśleć czy dobrze wytłumaczyliśmy właścicielowi hostelu czego szukamy! Skoro nie widać imprezy – to najwyraźniej zaszedł błąd komunikacji. Wracamy do hotelu by doprecyzować pytanie: „Szukamy pubu  Z LUDŹMI!”. „Aaaaaaaa!” – stwierdza zaskoczony właściciel i podaje nowy adres. Wracamy po 5 minutach, bo clubbing w winotece w towarzystwie 60plus to nie to o co chodziło. Ponownie zawężamy spektrum możliwości: „Szukamy pubu z MŁODYMI ludźmi. I TAŃCAMI!”. „Aaaaaaaa” – ponowne olśnienie po stronie właściciela, już już liczymy, że padnie właściwy adres, a tu: – „Za wcześnie! Imprezy zaczynają się o 2.00.”

      

      O 2.00??? W nocy?! Ech. Co za błąd drogi podróżniku-klubowiczu-trekingowcu! Nigdy nie zapominaj o tej południowoamerykańskiej przypadłości: dyskoteki rozkręcają się o 1.30-2.00 w nocy, kiedy to porządny europejczyk jest już tak skuty, że ledwo znajduje taksówkę i swój własny adres zamieszkania. No nic. Czekamy do 2.00! Twardo czekamy w barze. Przy piwie, jednym, drugim… I kiedy nadchodzi 2.00 – JESTEŚMY GOTOWI!!! Gotowi wracać do hostelu. Gotowi wślizgnąć się do śpiworka. Gotowi zasnąć po dzisiejszej przebieżce po górach. Gotowi wypocząć przed jutrzejszym maratonem.

      

      Zatem co polecam? ALBO treking ALBO clubbing.

      Katarzyna Przygoda

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 01:17
  • czwartek, 01 marca 2012
    • Łowimy sąsiada - Poradnik Dzikuski

      Jak złowić sobie odpowiedniego sąsiada, człowieka z którym spędzisz X godzin w autobusie, z którym podzielisz się ciasteczkami i wodą, który będzie ci pewnie chrapał do ucha, a już na pewno opierał się o Twoje ramię i, przede wszystkim, z którym przegadasz kaaaaawał drogi?

      Otóż sąsiada łowimy sobie tak:

      

      Wypatrujemy ofiary – to robimy już na terminalu oczekując na autobus. Należy wybierać jednostki podróżujące samotnie, lub w liczbach nieparzystych. Co do tego kogo dokładnie wybieramy to już zależy od osobistych preferencji. Już mi przeszło wyszukiwanie najładniejszych chłopaków, bo bywają nudni. Szukam najciekawszych osób i  to niekoniecznie facetów.

      

      Zasadzamy pułapkę ­– do autobusu musimy wejść przed innymi. Siadamy mniej więcej w środku autobusu, raczej dalej niż bliżej kierowcy, ale nie na samym końcu! Ludzie rzadko biorą miejsca na początku, lubią raczej przejść kawałek i sprawdzić opcje i zwykle wybierają coś w okolicach ¾ długości autobusu. Na początku wybieramy miejsce od korytarza, a to przy oknie zostaje wolne. Jednak zanim nasz przyszły towarzysz podróży wsiądzie do autobusu, rzucamy tam niedbale torbę i udajemy, że miejsce jest zajęte.

      

      Przepuszczamy inne "zwierzyny" – cały czas obserwujemy kto wsiada i gdzie jest nasz przyszły towarzysz podróży. Tu bardzo trudny moment zniechęcenia innych do siedzenia obok Ciebie: można to robić wpatrując się złowrogo w okno, unikając kontaktu wzrokowego z innymi, ściągając buty trekingowe ;)... W moim przypadku działa podśpiewywanie ;)))

      

      Wabimyprzyszły towarzysz podróży wchodzi do autobusu. W tym momencie zwinnie zamieniamy się miejscami z torbą: my pod okno, torba na siedzenie zewnętrze, które wciąż blokujemy przed innymi podróżnikami. Unikamy kontaktu wzrokowego z innymi, tylko niby przypadkiem spoglądamy na przyszłego towarzysza podróży. Trzeba z oddali złapać kontakt wzrokowy i uśmiechnąć się lekko, ale bez przesady. Ma być miło, ale nie nachalnie. Kontakt złapany przerzucamy wzrok gdzieś dalej.

      

      Łapiemy – To jest najtrudniejszy moment, wymaga wyjątkowego zgrania w czasie naszych poczynań i działań przyszłego towarzysza podróży. Kiedy jest on przy siedzeniu przed nami niepostrzeżenie usuwamy torbę z siedzenia obok nas i wrzucamy ją sobie pod nogi: tak aby siedzenie było wolne dokładnie w momencie kiedy towarzysz się obok niego pojawi. Ostatni rzut okiem w górę na przyszłego towarzysza podróży, delikatny uśmiech iiii...

      

      “tak, tak oczywiście, to siedzenie jest wolne”. :))))))

       

      Gorąco polecam

      Katarzyna Przygoda 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Łowimy sąsiada - Poradnik Dzikuski”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 marca 2012 13:47