Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpisy

  • piątek, 16 marca 2012
    • Kraj idealny

      Zanim wyjechałam pytano mnie często “po co jadę”. Wymigiwałam się od odpowiedzi, ale w końcu się przyznam. Jechałam objechać całą Amerykę i znaleźć kraj idealny dla mojej ukochanej rodzinki z Montrealu. Zatem ciociu, wujku – znalazłam! And the winner is... ARGENTINA./URUGWAJ Miejsce drugie: Kolombia.

      

      Kryteria wyboru były jednak podszyte odrobiną egoizmu. Niestety nie wiem  czego dokładnie szuka moja rodzina więc szukałam pod kątem: “gdzie chciałaby spędzać najblizsze 20 lat wakacji Kasia”. :))))  Jednym z kilku głównych kryteriów była szansa na znalezienie mojego przyszłego męża.... ;) Ponieważ musi być wysoki odpadła Boliwia, Ekwador i Peru, bo sięgają mi do ramienia, a ja przecież duża nie jestem. Ponieważ bywam piekielnie zazdrosna – odpadło Chile i Brazylia, bo mają najpiękniejsze kobiety. Ponieważ nie lubię broni i strzelanin – odpada Wenezuela (nie byłam – słyszałam). Zostają: Argentyna, Urugwaj i Kolombia!  

       

      Dlaczego zatem Argentyna? Główne dość powierzchowne powody to: wołowina, wino i ci wszyscy moi przyszli mężowie ;))) Wina są dobre i tanie. Wolowina jest dobra i tania. Mężczyźni są piękni i pewnie nie tani ;))) Wszystko inne jest niestety drogie. Droższe niż w Polsce, ale może jednak tańsze niż w Monterealu więc jest nadzieja, że rodzina zaakceptuje wybór ;). Argentyna jest wielkości Europy – zatem można ją zwiedzać do woli i nie ma problemu z kombinowaniem z urlopami przez najbliższe X lat. W jednym kraju mamy: pustynie i ocean, góry i płaską pampę, plaże i śnieg. Wszystko! Klimat jest raczej nie przegięty w żadną stronę (no chyba, że kochająca montrealski śnieg ciocia ;) uprze się zamieszkać na samym południu w przedsionku Antarktydy! Wtedy jest przegięty i przerąbany). Co jeszcze... hmmm jest serio bezpiecznie. Drogi są dobre, aut mało. Dużo ludzi mówi po angielsku zatem nie trzeba szkolić się w hiszpańskim. Jest bezpiecznie, jest porządnie, ale nie sztywno jak w Europie. To kraj wesołych i aktywnych ludzi. Że młodzi balują – to jasne. Ale uliczne tańce tanga (milonga) są bardzo popularne wśród starszej generacji i to jest najpiękniejsze. Widok 70, 80-latków szorujących po parkiecie z żonami, lub wyciągniętymi z tłumu nastolatkami... niezapomniane. Taką staruszką chciałabym być: na obcasach, w sukience, szorującą w tangu na chodniku o 22.00 w niedzielę. Tzn. sorry.... tego życzę cioci i wujkowi... żeby szorowali w tańcu na chodniku o 22.00 w niedzielę ;))) i dlatego the winner is ARGENTINA.

      

      Urugwaj. Urugwaj to taka mała Argentyna, tylko ciut droższa i mniej nadęta. Plusem Urugwaju jest to, że faceci wciąż są piękni, ale chyba o tym nie wiedzą i przez to są... hmmm... przystępniejsi i bardziej wyluzowani.

      

      Wybór nr 2 to Kolombia. Podobno mniej bezpieczna, ale moim zdaniem Kolombijczycy są tak skupioni na poprawie swojego międzynarodowego wizerunku, że czułam się tam naprawdę ok. Miałam wrazenie, że wszyscy na ulicy dbają o moje bezpieczeństwo bardziej niż ja sama. Kolombia to też miła mieszanka klimatów stylów i światów – są i zimne góry i gorące wybrzeże i umiarkowane południe. Jeśli rodzina zapragnęłaby przebywać w bardziej ciepłym a nie umiarkowanym klimacie to to dobry wybór. Wybrzeże karaibskie obfituje w karaibskie plaże, na których siostrzenica niewątpliwie z chęcią będzie się wylegiwała oraz w karaibskie owoce morza, które siostrzenica niewątpliwie z chęcią zje oraz w karaibskie imprezy na które siostrzenica niewątpliwie z chęcią się wybierze.

      

      Zatem ciociu, wujku... jeśli chcecie abym przez nabliższe X lat tańczyła salsę, zajadała się krewetkami i popijała je rumem – Kolombia! Jeśli jednak życzycie mi wysokiego, przystojnego niewiernego bruneta upojonego winem i nażartego wołowiną – Argentyna!  Jeśli ów brunet miałby być na dodatek zabawny i wierny – Urugwaj!

       

      ;)))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kraj idealny”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      piątek, 16 marca 2012 19:25
  • czwartek, 15 marca 2012
    • Foto spacer po Buenos Aires

      Ponieważ życie w BA zaczyna się po 2.00 w nocy zaczniemy od zdjęć nocą.

       

      Nocą się w mieście tańczy. I nie ma wymówki, że zmęczony, za stary, za młody, nieuczesany, rozmazany. Tańczymy do rana. Takie tango milonga na przykład. Na ulicy.

       

      [Dzielnica San Telmo, milonga w niedziele wieczorem]

       

      O poranku kawa na przebudzenie.

       [Fundacja Recoleta, wystawa grafik argentyńskich malarzy]

       

      I spacer z pieskiem, pieskami, kilkunastoma psiurami…

      

      [profesjonalny wyprowadzacz psów]

       

      Następnie nucąc sobie Shakirę „bite me en la boca” (ugryź mnie w usta) idziemy na spacer do La Boca - kolorowej, sztucznej dzielnicy BA.

       

      [Dzielnica La Boca]

       

      

       

      [LaBoca. ewolucja]

       

       

      Przysiadamy zmęczeni w naszym typowym spacerowym stroju ;)

       

      

       

       

      W knajpce zdobionej tradycyjnymi "fileteado porteno"

       [zdobienia w tradycyjnym dla Buenos stylu]

       

       

      

      

      Lub na ławeczce obok słynnej komiksowej Mafaldy 

       

      Teraz przerwa na lekturę książki

      

      [San Telmo, niedzielny targ antyków] 

       

      Lub ulicznej poezji

      [La Boca, 100 metrowe muzeum poezji naściennej: "Książka jest podróżą dla tych którzy nie mogą wsiąść do pociągu"]

      

       

      Wieczorem nostalgiczny spacerek po niezwyklym cmentarzu Recoleta

       

       

      

       

      

       

      Wieczorem może meczyk...

       

       [ukochany przez wszystkich Diego]

       

      A może popływamy kajakiem na Rio Plata

       

       

      Lub po prostu spacerek na wodą.

       

      [Purto Madreo, Buenos]

       

       

       [Ponte de la Mujer, Buenos]

       

      I tak do 2.00 kiedy zaczyna się znowu impreza...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Foto spacer po Buenos Aires”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 marca 2012 23:49
  • środa, 14 marca 2012
    • Jak zdobyć pieniądze? - Poradni Dzikuski

      A konkretnie: jak zdobyć peso dwadzieścia pięć. Najbardziej pożądaną kwotę w Buenos Aires. Kwotę, która umożliwi Ci odkrywanie uroków tanga po drugiej stronie miasta, albo shopping w słynnym Palermo, lub całonocną imprezę, lub dostanie się do pracy, szkoły, hostelu… krótko mówiąc: tyle właśnie kosztuje przejazd autobusem w stolicy. I tyle musisz mieć w monetach. A ponieważ autobusami jeździ się non stop wszędzie, każdy dzień to żmudna walka o zdobycie monet. Jak je zdobywać?

      

      Kolekcjonujemy jeżeli jesteś podróżnikiem to przez cały okres pobytu w Argentynie (w innych miastach niż BA) rozmieniaj grubsze banknoty na monety. Każdą monetę otrzymaną w sklepie odkładaj na czas pobytu w BA. Ja przyjechałam do stolicy z pokaźnym woreczkiem, ale jego zawartość szybko topniała w oczach.

      

      Kupuj z głową – z głową czyli tak, aby sprzedawca nie miał opcji wydania Ci kasy w banknotach. Końcówka rachunku musi zmusić go do sięgnięcia do przegródki z monetami.

      

      Proś o resztę w monetach robimy wielkie smutne oczy, drżącym głosikiem, łamanym hiszpańskim pytamy czy nie mogliby nam tych 2 peso reszty dać jednak w monetach.

      

      Patrz pod nogi a nuż coś komuś upadło!

      

      Płać gotówkąpłacąc kartą za drobne zakupy nikt Ci monety nie sprezentuje.

      

      Kupuj na czarnym rynkuponoć istnieje takowy, na którym sprzedaje się monety. Nie szukałam, więc nie znalazłam.

      

      Jedź metremw metrze problem ów nie istnieje. Za przejazd płacisz w kasie 2,5 peso i kasjer musi Ci wydać resztę. Czyli nie dość, że nie masz problemu z brakiem monet, to jeszcze dając mu 4 peso na pewno dostaniesz resztę w monetach.

      

      Jedź na litość – po wejściu do autobusu machamy ostentacyjnie banknotem (mały nominał), próbujemy go wcisnąć do automatu i przegródki na monety, zagadujemy (zawsze łamanym hiszpańskim) kierowcę o bilet itp. ogólnie robimy zamieszanie, aby ktoś się zlitował nad biednym gringo. Zawsze się ktoś znajdzie :)))

       

      Gorąco polecam

      Katarzyna Przygoda

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      środa, 14 marca 2012 21:01
    • Subiektywny Słownik J. Hiszpańskiego

      “Specjalna cena dla seniority” – “specjalnie wyższa dla gringo”

       

      “Oczywiście zupa jest bez mięsa (carne)” – “Oczywiście zawiera kurczaka”

      

      “Aaaaa z Polski” – “Skąd????”

      

      “Autobus z serwisem specjalnym” – “Dojedzie!”

      

      “Masz piękne oczy” – “masz zielone/niebieskie oczy”

      

      “To bardzo daleko” – “podwiozę Cię za 10 soli/peso”

      

      “Mamy prysznic z gorącą wodą” – “mamy prysznic z wodą”

      

      “Śniadanie w cenie” – “Chleb i marmolada w cenie”

      

      “Musisz się zrelaksować” – “może pójdziemy do łóżka”

      

      “Potrzebujesz masażu” – “może pójdziemy do łóżka”

      

       “Wy Europejki za dużo analizujecie” – “No chodźmy już do tego łóżka!”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Subiektywny Słownik J. Hiszpańskiego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      środa, 14 marca 2012 20:16
  • czwartek, 08 marca 2012