Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpisy

  • piątek, 23 marca 2012
    • JAK ZMIENIC KARNACJE – PORADNIK DZIKUSKI


      Gdyby ktos w glêbi duszy marzyl posêpnie i skrycie o innej nowej karnacji, to z radoscia sluzê pomoca. Sluze w kwestii zmiany karnacji na… zielona poprzez zzielenienie z zazdrosci. Jak to uczynic?


      Krok 1. Otwieramy www.google.pl [lub inna wyszukiwarkê, podobno istnieja…]
      Krok 2. Wpisujemy „Ilha Grande Brazil”
      Krok 3. Klikamy grafiki
      Krok 4. Mruczymy pod nosem: „K…a i ta Kaska siê tam bêdzie bujac przez tydzieñ”
      Krok 5. Zieleniejemy z zazdroœci

      W tym czasie ja czerwieniejê od sloñca.

      Goraco polecam
      Katarzyna Przygoda

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „JAK ZMIENIC KARNACJE – PORADNIK DZIKUSKI”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      piątek, 23 marca 2012 11:55
    • Wzor na cene


      Ustalanie ceny za produkty wszelkiej masci to nie lada ekonomiczne wyzwanie. Jako niespelniony matematyk i spelniony konsument przez 5 miesiecy wydawalam kase, negocjowalam ceny, porównywalam je miedzy krajami, notowalam, analizowalam, testowalam i w koñcu rozgryzlam czesc wzorów. Oto jak powstaja ceny w róznych krajach Ameryki Poludniowej.

       


      Kraje andyjskie
      Cena wyjsciowa to cena dla lokalsów. Stratujemy od niej i zaczynamy mnozenie, mnozenie, mnozenie!

       


      Wpierw mnozymy przez wspólczynnik gringowatosci. Jesli jestes Japoñczykiem, Chiñczykiem, Koreañczykiem itp. – mnozymy razy 2. Amerykanie, Francuzi, Skandynawia, Anglia, Francja, Australia - 1,6. Kraje jak nasz i inne biedniejsze, nieznane – 1,3.

       


      Tak powiekszona sume mnozymy ponownie. Tym razem przez wspólczynnik Blysku w Oku Turysty. Im bardziej okazujesz, ze produkt Ci sie podoba lub ze go otrzebujesz - tym drozej.

       


      Kolejny krok to mnozenie przez wspólczynnik umiejêtnosci targowania sie i uwaga to jest jedyny moment kiedy cene mozna autentyczne obnizyc. Jezeli targujesz siê wybitnie – razy: 0,5. Jezeli wcale – cóz… razy 1.

       


      I gotowe! Uzyskana cena, mimo licznych mnozeñ, wciaz jest niska.  

       

      Argentyna
      Poniewa¿ Argentyñczycy twierdza, ze sa krajem na wskros europejskim postanowili siê do tejze Europy upodobnic. Chyba najlatwiej bylo im sie upodabniac pod wzglêdem cenowym. Oczywiscie nie wybrali za wzór krajów tañszych – Polski, Czech czy Ukrainy. O nie! Trzeba byc ambitnym i mierzyc wysoko. Wiêc strzelam (bo dawno nie bylam w zachodniej EU), ze wzorowali siê na Niemcach, Anglii lub któryms z krajów skandynawskich. I tak powstala cena bazowa w Argentynie. Cena bazowa to ta z Buenos Aires.

       


      Cena w regionach na poludnie od Buenos Aires powstaje w oparciu o cenê bazowa, ale poniewaz regiony te sa od Europy bardziej oddalone  geograficznie, to próbuja trochê nadrobic wyzszymi cenami. I tak taka Patagonia (saaaamo poludnie) szczyci siê dwukrotnie wyzszymi cenami niz BA. Za to regiony na pólnoc od Buenos trochê z ceny puszczaja, bo im do tej Europy blizej fizycznie.

       

      Brazylia
      To bardzo prosty i fascynujacy system! Bierzemy cenê argentyñska np. 5 pesos i nastêpnie zmieniamy jeden tylko element: walute, czyli pesos na reale. I gotowe! I juz mamy cenê 5 reali. Za taki jogurt na przyklad. :)
      Jeden drobny, malutki problem dla podróznika-konsumenta polega na tym, ze 5 pesos argentyñskich to  3,75 zl (5*0,75), a 5 reali brazylijskich to… 8,8 zl (5*1,76). Za taki jogurcik… malutki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      piątek, 23 marca 2012 11:52
    • La Boca - inna strona BA

      La Boca to jedna z dzielnic Buenos Aires. Pocztówkowa. Kolorowa. Wszędzie kafejki. Straganiki z badziewiem. Wołowinka się smaży na grillu. Wino się leje. Ktoś tańczy tango. Ktoś śpiewa. Ktoś mnie chwyta za rękę i ciągnie do samby. Inni malują portrety. Zdjęcie z sobowtórem Maradonny?Zapraszam. Turyści spacerują wśród kolorowych wesołych domków. Fotka tu, fotka tam. Lokalsi się uśmiechają: „seniorita, parilla, barbeque, por favor, muy muy barato”. Ktoś z uśmiechem pozuje do zdjęcia i z uśmiechem wyciąga kapelusz po datek. Kolorowe domki błyszczą w słońcu. Szkła aparatów też pobłyskują. Tak sobie łazimy, łazimy z aparatem w rączkach, uśmiechem na facjacie aż do końca uliczki a tam…

      Panowie z policjji z niepokojem zauważają, że wyszłam poza strefę straganików i kolorowych fasad. „seniorita, seniorita, taaam taamm” – wskazują uliczkę z której przyszłam. Ale tam to ja już byłam. Idę dalej. Oni za mną. Staję zrobić zdjęcie. Oni zatrzymują się i czekają. Idę w lewo. Oni kilka kroków za mną. Jak obstawa. Wciąż mi pokazują jedną z 3 kolorowych uliczek, na które powinnam wrócić. Zawracam w końcu bo już wiem o co chodzi.


      Turystyczna La Boca jest jak modelka. Umalowana, przystrojona, gotowa do zdjęcia, każdy chce z nią zapozować. Zero w niej autentyczności, szczerości, czy prawdziwej urody. To 3 uliczki na krzyż, z pomalowanymi kolorowo domkami, straganikami, kafejkami i ulicznymi pokazami tanga. Pozostałe 97% La Boca to biedna, zapuszczona i ponoć też średnio bezpieczna dzielnica, do której wstępu bronią panowie z prewencji.

      

      Po wizycie w La Boca – o ile wystawisz głowę poza kolorowe ścianki – uświadamiasz sobie, że widzisz tylko część miasta. Opuszczajac Buenos trafiam na kolejny przykład ukrywanej dzielnicy– obok dworca Retiro. Tuż przed odjazdem autobusu każą nam zasłonić zasłonki w oknach i nie odsłaniać póki nie pozwolą. Gratuluję, bo nie ma lepszego sposobu, żeby zniechęcić mnie do czytania książki i zachęcić do przylepienia się do szyby. I co widzę: w tle równie kolorowe domki, pomalowane na wszelkie kolory tęczy, na ulicy tłum szwędających się bez celu ludzi, między nimi a autobusami sznur radiowozów i multum policji. Taka zapora, aby nie zaatakowano autobusów podobno. A zasłonki? Zasłonki mają nas – pasażerów – chronić przed kamieniami, przed nieturystycznymi widokami i przed złym wizerunkiem Buenos. Bo tygodnie zachwycania się pójdzie na marne, kiedy uświadomisz sobie że to takie miasto o dwóch twarzach. Ale w sumie naiwnoscia, bylo sadzic ze to kilkumilionowe miasto to tylko tango, sztuka i zabawa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      piątek, 23 marca 2012 11:43
    • Zle strony wodospadow

      Mówi sie ze strona argentynska wodospadu Iguazu to ta ladniejsza strona, czesc brazylijska – juz tak nie powala. Zatem kilka zdjec „tej brzydkiej strony” ;)))

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zle strony wodospadow”
      Tagi:
      Autor(ka):
      kaha_m
      Czas publikacji:
      piątek, 23 marca 2012 11:36
  • poniedziałek, 19 marca 2012