Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpis

czwartek, 20 grudnia 2012

Co potrafi yerba mate

Co uwielbiam w Yerba Mate to bynajmniej nie jej smak. Uwielbiam za to rytuał jej picia, dzielenie się, rozmowy, ludzi z którymi ją piłam i miejsca. Z całej podróży tych kilka sytuacji zapadło mi wyjątkowo mocno w pamięci. Może to yerba sprawia, że między ludźmi rodzi się jakaś wyjątkowa więź. Yerbę piłam w towarzystwie kilku osób, których imion nie znam, z którymi nie wymieniłam się adresami, ale których słowa i twarze pamiętam bardzo dobrze.



 

Na ziemi niczyjej

Kierowca pick upa zatrzymuje się przy moście. Dokładnie w połowie drogi między posterunkiem granicznym Argentyna i Chile. Wysiada z auta, my zrzucamy plecaki z bagażnika. On wyciąga tykwę, bombillę i termos. Jesteśmy na środku ziemi niczyjej, między dwoma państwami, na totalnym pustkowiu, ani żywego ducha, ani auta, cisza. Siedząc na piaszczystej ziemi godzinę dyskutujemy przy yerbie. Ja, Franz, Christopher i kierowca. Czwórka nieznajomych.

 

W skalnym amfiteatrze

„Podróżujesz sama?” – młody Argentyńczyk najpierw się dziwi, potem woła 6 kolegów i wyciąga yerba. Siedzimy na ziemi w kółku. Wokół nas wysokie na kilkanaście metrów skały skalnego amfiteatru, do którego prowadzi tylko wąskie wejście. Nad nami mały wycinek błękitnego nieba. Jesteśmy tam sami. Przed wycieczkami, nawoływaniami i dźwiękiem migawek kilkudziesięciu aparatów. Jakby odcięci od świata. Tykwa krąży z ręki do ręki. Chwilami trwa dyskusja, chwilami siedzimy w ciszy napawając się widokiem i magią miejsca.   

 

W drodze do Machu Picchu

W trzęsącym się na boki, walczącym z serpentynami autobusie siedzący na podłodze chłopak zmaga się z termosem i tykwą. Wystarczy jedno zaciekawione spojrzenie, a on już sunie w stronę kilku gringo i częstuje nas yerba. Próbujemy się nie poparzyć, nie oblać, nie zwymiotować, przeżyć. Ale tykwa twardo krąży z ręki do ręki.

 

 Na chodniku w Salta

Na ziemi pod murem siedzi młody mężczyzna. Przed nim rozłożone proste malunki. Oparty o ścianę uważnym spojrzeniem śledzi przechodzące osoby. Nie mówi nic, tylko się uśmiecha. Nie staję przed nim oglądając obrazki, ale od razu siadam obok niego na ziemi, pod murem. Nie chcę kupić nic, nie mam pieniędzy – informuję na początku rozmowy. On rozumie. Podaje z uśmiechem tykwę z yerbą. Dopiero po kilku chwilach, kilku napełnieniach tykwy zaczynamy rozmawiać.

 

 

Yerba mate ma w sobie wielką moc. Jest zaproszeniem do rozmowy, do dzielenia się daną chwilą, do bliższego poznania. Podawana z ręki do ręki oplata pijących niewidzialną nicią. Z każdym okrążeniem jesteście bliżej. Kiedy kończycie ją pić więź słabnie, ale nie znika.   



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
kaha_m
Czas publikacji:
czwartek, 20 grudnia 2012 12:38

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość cu napisał(a) z *.wroclaw.mm.pl komentarz datowany na 2012/12/20 21:09:27:

    Póki do moje podróże nie są tak długie jak Twoje. Ale też zdarzyło mi się zostać poczestowaną yerbą. Na Corcovado, kilkunasto minutowa rozmowa , a nigdy chyba jej nie zapomnę. Dużo głębsza niż robienie sobie głupkowatych zdjęć ze statuą.
    Bez wymiany fejsbukami. Po prostu. Piliśmy ją razem i nie mogliśmy wyjść z podziwu jak wielkie jest uczucie wolności tam i wtedy. Fajnie , że znowu napisałaś, życzę kolejnych pięknych podróży i nie mogę się doczekać relacji. Pozdrawiam.

  • pawelek444 napisał(a) komentarz datowany na 2013/02/18 16:13:59:

    Mate to jest coś wspaniałego. Stosunkowo niedawno przekonałem się do tego naparu. Z początku nie smakował, ale piłem sobie dalej, bo szkoda było wywalić pół kg paczki. I dobrze, że nie wywaliłem, bo później mi zasmakował. Teraz prawie codziennie pijam.

    Pozdrawiam i zachęcam do spróbowania yerba mate

Dodaj komentarz