Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpis

czwartek, 05 kwietnia 2012

KRAJE ANDYJSKIE VS. RESZTA AMERYKI

W tym pojedynku kraje andyjskie reprezentować będzie Kolumbia, Peru, Ekwador i Boliwia. Po stronie „Reszty Ameryki” stanie: Chile, Argentyna i Brazylia. Obie grupy oceniam pod względem przyjemności i prostoty podróżowania.
And the winner is…
Kraje andyjskie!


Co głównie sprawia, że podróż jest tam prosta, lekka i przyjemna?

Ludzie. Są życzliwi, pomocni i otwarci. Nie musisz mocno się starać, aby ktoś przyszedł Ci z pomocą, często robią to z własnej inicjatywy i spontanicznie. Z czystej życzliwości. Są otwarci i chętni do rozmów i kontaktów, dzięki czemu rzadko czujesz się samotny, czy w autentycznej potrzebie.

Biznes. Ponieważ niestety ludzie tu do najbogatszych nie należą każdy próbuje jakoś dorobić parę groszy. To sprawia, że miasta obfitują w opcje transportu, zjedzenia czegoś taniego i dobrego, kupienia czegoś ładnego, przespania się tanio. Z łatwością znajdziesz kogoś kto zawiezie Cię z punktu A do B. Nie utkniesz w busie na 20 godzin bez jedzenia, bo ktoś coś na pewno będzie sprzedawał. Wszędzie znajdziesz hospedaje – nocleg. Może bez szalonych wygód, ale zawsze to dach nad głową. Nawet poza miejscami turystycznymi.

Cena. I nie chodzi o to tylko, że jest tanio. Chodzi o to, że relacja ceny do jakości jest zwykle bardzo dobra. Jedzenie jest świetne: duże porcje, świeże i takie prawdziwe, nie napakowane chemią (wprawdzie przeważnie jesz ryż ziemniaki frytki i mięso, ale co tam...). Transport jest przyzwoity: nie ma luksusów, ale komfort jest wystarczający aby przetrwać i przespać 20-godzinną podróż. A rękodzieła lokalne (głównie Peru i Boliwia) powalają urodą i wykonaniem. Rzadko trafisz na badziewie Made In China.

 

Chaos. Lekki chaosik, latynoska maniana, luz, przepisy z przymrużeniem oka - wszystko to sprawia, że wiele rzeczy łatwiej załatwisz. Może są ludzie którzy lepiej odnajdują się w sztywnych ramach, uporządkowanej rzeczywistości, ale ja wolę lekki chaosik, który można dowolnie naginać do swoich potrzeb. Przynajmniej w czasie podróży.

 

Hi Gringo. Jako gringo jesteś egzotyczny, ciekawy. W mniejszych mniej turystycznych miejscowościach stajesz się automatycznie atrakcją. A z lokalną atrakcją każdy chce się napić, poznać, zagadać, zrobić zdjęcie - i robi się miło. Jako nieświadomy życia gringo możesz pytać o co zechcesz - lokalsi cierpliwie wytłumaczą Ci wszystko (od polityki po przygotowanie concha).

 

Bezpieczeństwo. Kraje andyjskie uchodzą za mniej bezpieczne. Jednak mają też pewną dużą zaletę - często ludzie na ulicy dbają o Twoje bezpieczeństwo. Zdarzało mi się to głównie w Kolumbii, Ekwadorze i Peru - ktoś radził "tam nie idź", inna osoba pilnowała mnie kiedy robiłam zdjęcia swoim wielgachnym wypasionym aparatem, zwracali mi uwagę że mam ów schować aparat, odradzali podróż w tereny objęte działaniami guerilla,  kierowca zamykał mój plecak na kluczyk w osobnym luku itp itd. 

 

W pozostałych krajach Ameryki Pd. jest już ciężej. Ludzie aż tak skorzy do pomocy i kontaktów nie są, ceny są zdecydowanie wyższe, panuje większy porządek a co za tym idzie i formalizm. Autobusy mają przystanki, więc nie zatrzymasz ich byle gdzie. Wszyscy się po europejsku spieszą i nie za bardzo mają czas z Tobą dyskutować na ulicy. I ogólnie mają Cię troszkę bardziej w głębokiem... poszanowaniu.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
kaha_m
Czas publikacji:
czwartek, 05 kwietnia 2012 11:35

Polecane wpisy