Wpis
Z radością wskoczyłam z krainy przyjaznych cen i nieprzyjaznych ludzi (Boliwii) do zgoła innego kraju – Argentyny. I jak wskoczyłam, stoję, rozglądam się, a tu... AŁA, AŁA, BOLI! Argentyńskie ceny bolą. Parzą raczej. Bierzesz coś do ręki, sprawdzasz etykietę i z zaskoczeniem i strachem odrzucasz na półkę! Puszka tuńczyka – 9 zł? AUĆ!
Czuję się jak na wielkim poletku rozżarzonych węgli. Wskoczyłam z Boliwii do Salty (argentyna) – AŁA! Boli. Przeskoczyłam szybko do małej miejscowości Cafayate, mając nadzieję, że będzie lepiej. AŁA! Skok do San Agustin (jeszcze mniejsza)– PARZY! Skok do Mendoza – BOLI. Chile. O FUCK! Z obłędem w oczach szukam kryjówki, ale gdzie nie spojrzeć rozżarzone węgielki. I tak przez 2 najbliższe miesiące...