Ja tu sobie posiedzę spokojnie w chacie a oni niech myślą że z dżungli nadaję relację

Wpis

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Dzikuska kontra służba zdrowia

Spotkanie ze służbą zdrowia w warunkach każdego, nawet rodzimego, kraju jest nie lada wyzwaniem. A co dopiero zagranicą! W małej nadoceanicznej miejscowości! Bez super znajomości języka!



Mój mały wypadek (ten stary sprzed 2 tygodni, żaden nowy!) musiał się zakończyć u lekarza, bo stopa puchła, zmieniała kolory i umożliwiała swobodne przemieszczanie się tylko na trasie hamak-bar-hamak. Więc pokuśtykałam do najbliższej kliniki.



Bardzo ważne podczas wizyty u lekarza jest dokładne przekazanie co się stało i co boli. Dlatego nie kombinujemy z czasami, wyszukanymi zwrotami i idiomami – bo łatwo o pomyłkę. Należy sięgnąć do prymitywnej wersji języka, używać pisma rysunkowego i pokazywać co, jak i gdzie. Dlatego mój początkowy dialog z lekarzem wyglądał (po przetłumaczeniu) mniej więcej tak: “Stopa moja prawa (tu wskazuję właściwą stopę, żeby w razie gipsu nie mieć go na złej nodze). Boleć. Wczoraj iść i ... BUM (brak  słownictwa,więc nie kombinuję tylko dramatycznie odtwarzam scenę upadku w gabinecie). Teraz boli. Ał Ał! Duża stopa, coraz większa i większa. Kolor inny: fioletowy i zielony.”  



Lekarz uważnie obmacał nogę i widać znał zasady tej gry, bo sięgnął po karteczkę, długopis i zaczął rysować: kości stopy, a na niej jakąś szczelinę, czy pęknięcie. Ukończywszy dzieło dumnie wręczył mi karteczkę. Jednak jego dumna mina zrzedła gdy przy użyciu dźwięków i rysunków próbowałam doprecyzować czy mamy do czynienia ze złamaniem (KRRRACH), pęknięciem (TRZASK), czy szczeliną (KRRR).



Nie wiem jak dalej potoczyłaby się ta nasza wymiana rysunków, gestów, okrzyków i mogę jedynie zgadywać co sobie myśleli w tym czasie zgromadzeni w poczekalni pacjenci, ale lekarz przerwał zabawę i uruchomił  google translator.  I dalej już poszło trochę bardziej gładko, choć nie bez problemów.

Diagnoza wyglądała mniej więcej tak

 



 

Trochę zaniepokoił mnie ten “wtrysk”. Jak się później boleśnie okazało był to zastrzyk. Co do “idzie lekko” to nie chodziło o to, że mam przemieszczać się zwiewnie na paluszkach niczym baletnica, ale po prostu nie łazić za wiele. A bandaż-skarpetka to opaska uciskowa na nogę.



Zdiagnozowana przez google translator wyszłam z gabinetu pod wrażeniem współczesnej technologii i pełna uznania dla tak nowoczesnego i sprytnego lekarza. I aby zachować równowagę między naturą i technologią od razu dałam się namówić taksiarzowi na wyprawę do lokalnego znachora specjalizującego się w leczeniu kości. W końcu zawsze trzeba potwierdzić diagnozę! Czy znachor ją potwierdził? Nie wiem. Nie miał google translator. :(((



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
kaha_m
Czas publikacji:
poniedziałek, 26 grudnia 2011 02:05

Polecane wpisy